bez ściemy

o winie - bez ściemy
Blog > Komentarze do wpisu
« jeden dzień z życia Redaktora ...
jeden dzień z życia Redaktora ... »

ziemia i owoc

motto:
Na głowie kwietny ma wianek,
W ręku zielony badylek,
A przed nią bieży baranek,
A nad nią lata motylek

Istnieje wśród winnych autorów moda na znajdowanie zależności pomiędzy cechami wina a glebą, na której rosły winogrona użyte do wyrobu tegoż. Zaznaczam, że rozumiem ideę terroir i wiem, że wina nie dzielą się tylko na białe i czerwone. Jednak kiedy czytam akapity dotyczące gleb, takie jak ten (to tylko przykład, nieistotne skąd):

... podłoże (...) są to ciężkie gleby tortońskie, składające się w dużej mierze z kredowej gliny ale obfitujące również w piasek i wapień.

to przede wszystkim widzę, że autor najczęściej, tak jak w tym przypadku, nie ma bladego pojęcia, o czym pisze. Trudno żeby miał, przecież winnym dziennikarstwem nie zajmują sie geolodzy ani rolnicy. No chyba że akurat tak, i wtedy wyjątkowo siedlisko opisane jest być może topornie, ale za to z sensem. Ale, powiedzmy, można przyjąć, że jest w danym miejscu po prostu jakaś specyficzna gleba i tyle, a wyrażenia w stylu "ciężkie gleby tortońskie" to środki literackie mające budować napięcie. Ktoś chce robić z siebie durnia - proszę bardzo, nic mi do tego. Z tym, że jeśli dalej następuje tekst w stylu:

"Glebom tym zawdzięczamy finezyjne aromaty, miękkie garbniki i powietrzną lekkość win"

to jednak mam wrażenie, że to jest albo zbyt duże uproszczenie, albo po prostu (raczej) dyletancka naiwność. Doświadczenie pokazuje, że podłoże wpływa na cechy wina i to jest często widoczne np. w przypadku producenta uprawiającego ten sam szczep na różnych glebach (nie ma wtedy różnic klimatycznych i technologicznych). Ale nie wydaje się możliwe, żeby "finezyjne aromaty, miękkie garbniki i powietrzna lekkość" wynikała jedynie wprost z faktu, że winorośl, która wydała to wino rośnie na jakiejś specyficznej glebie. Te cechy raczej bym wiązał z zamysłem i umiejętnościami winiarza, wspartymi odpowiednią jakością owocu i (a może przede wszystkim?) możliwościami technicznymi, nie mówiąc o środkach, które dla winiarza sa chlebem powszednim, a o istnieniu których mam pojęcie mgliste albo żadne. Gleba i podglebie to tylko jeden z elementów układanki, ważny, ale nie najważniejszy, a w każdym razie na pewno nie jedyny. Wydaje mi się to rozsądne i racjonalne, ale wiem, że winopisarstwo to taka specyficzna gałąź literatury, gdzie rozsądek bywa w odwrocie, wciąż żywe są nurty mistyczne i ekstatyczne, a zamiast rzeczowych analiz często powstają objawienia i proroctwa.

Na szczęście są też na świecie gołe baby :-)

 

wtorek, 24 sierpnia 2010, gruner
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Tagi: stolica smaganie węża Twój Styl
Dodaj komentarz »
Komentarze
roman_polansky
2010/08/24 18:45:42
Ależ to niepowtarzalny styl Pani Ewy! Najzabawniejsze, że Ty tam byleś, ja tam byłem i nie wciskali takiego kitu o "ciężkich glebach". W każdym razie nie mi. Wino broniło się bez tej "poezji".

Widać gadkę taką maja przygotowaną jak pada na odpowiedni grunt.
-
Gość: EW, afbu14.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/28 14:33:33
Drogi Deo,

Wolałabym, żeby krytyczne uwagi na temat mojego tekstu wyraził Pan w sposób cywilizowany bezpośrednio na moim blogu, a nie atakował mnie ad hominem i w plecy. Ale wolnoć Tomku w swoim domku. Przymykając więc oczy na inwektywy, śpieszę Panu wyjaśnić kilka rzeczy.

Wyrażenie ciężkie gleby tortońskie nie jest środkiem literackim mającym budować napięcie i dziwię się, że to zupełnie neutralne, podręcznikowe sformułowanie wywołuje w Panu aż takie ciśnienie.

Z geologicznego punktu widzenia, gleby dzielimy na ciężkie czyli drobnoziarniste, które zatrzymują więcej wilgoci niż gleby lekkie, które ze względu na gruboziarnisty skład mają małe zdolności do retencji wody. Do ciężkich gleb należy min. glina oraz iły, do lekkich - piasek i żwiry. Pan lubi czerpać wiedzę z Internetu, wystarczyło zajrzeć do Wikipedii, żeby się o tym dowiedzieć.

Jeśli chodzi o gleby piemonckie, to z grubsza rzecz biorąc, dzielę się one na dwa główne obszary: pierwszy typ pochodzi z epoki tortońskiej (piąty wiek epoki miocenu w erze kenozoicznej, można by dodać, ale jest to informacja w krótkiej blognotce zbędna) i rozciąga się od Verduno przez La Morrę i Barolo aż do Novello. Jego główną częścią składową są wapienne margle oraz takie pierwiastki, jak mangan i magnez. Drugi typ pochodzący ze starszej fazy helweckiej, która wystąpiła w eocenie, spotykany jest w łuku: Serrlaunga dAlba - Monforte dAlba - Castiglione Falleto i charakteryzuje się mniej żyznymi, bardziej kompaktowymi glebami o większych proporcjach piaskowca i większej zawartości żelaza. Tak szczegółowe wiadomości geologiczne z punktu widzenia większości winopijców są pewnie niepotrzebne, toteż je okroiłam. Za istotną informację jednak uznaję, że te dwa typy gleb dają zupełnie inne wina, co potwierdzone jest długoletnią tradycją upraw, jak również praktyką każdego degustującego. W jaki sposób gleba przekazuje winu takie, a nie inne właściwości, tego jeszcze naukowo nie udowodniono. Wiadomo jednak, że wina z gleb tortońskich są miększe, bardziej owocowe, o dużej finezji aromatów. Utarło się je określać jako bardziej eleganckie. Podłoże helweckie daje wina bardziej taniczne, strukturalne i surowe za młodu.

Nie trzeba być geologiem, żeby to rozumieć, wystarczy degustacyjne doświadczenie. Podobnie, jak nie trzeba być elektrykiem, by wiedzieć, że kiedy wciśnie się kontakt, światło się zapali.

Rozumiem, że z Pana punktu widzenia wiadomości o glebie mogą być nieciekawe (choć nie na tyle, by nie uczynić z nich trampoliny dla twórczości własnej) nie wynika jednak jeszcze z tego, że są głupie czy - jak Pan to ujął - durnowate.
Nie jest dla mnie jasne, jak Pan rozumie ideę terroir, skoro nie rozumie Pan, że miękkie garbniki, finezyjne aromaty i powietrzna lekkość mogą wynikać z konkretnej gleby, której potencjał, owszem, musi być umiejętnie wykorzystany, o czym w moim tekście napisałam, wielokrotnie podkreślając talent winiarza i pisząc o technikach, jakimi się posługuje. Więc tak, zgadzamy się, że gleba wraz z klimatem to tylko jeden z elementów układanki, ale rozumiejąc koncept terroir, należałoby przyjąć, że najważniejszy.

Nie mam pojęcia, jak prosty informacyjny tekst, mógł Pan odczytać jako mistyczny i proroczy. Być może chęć ubliżenia bliźnim, przysłania Panu zdrowy rozsądek.
A skoro jesteśmy przy romantyzmie, z dwóch bohaterek Pana Tadeusza, znacznie bliższa jest mi Telimena niż Zosia.

Pozdrawiam,

Ewa Wieleżyńska
-
gruner
2010/08/29 12:23:02
Dziękuję za krytyczny komentarz i wyjaśniam, że po pierwsze, co dotyczy kwestii zasadniczej, miałem na studiach przedmiot o nazwie (może nieco śmiesznej dla np. filologów) "gleboznawstwo", a że byłem raczej pilnym studentem, przyswoiłem sobie wiedzę z kilku poważnych podręczników dotyczących tej materii. Niektóre z nich jeszcze mam, bo korzystam z nich w pracy zawodowej. Mam wrażenie, że moja wiedza jest wystarczająca do stwierdzenia, czy ktoś pisząc o glebach dokładnie wie, o czym pisze, czy też streszcza czyjeś teksty bez zbytniego zrozumienia. Dalej: margle tortońskie to istotnie ciekawe podłoże, ale "miękkie garbniki, finezyjne aromaty i powietrzna lekkość" są też charakterystyczne np. dla dobrych chianti, a w Toskanii, o ile wiem, skały takie nie występują (piszę skały", bo geologicznie sam margiel jest skałą, z której na skutek różnych procesów powstaje gleba). Czyli, gdyby w okolicach Verduno (nawiasem mówiąc, świetne miejsce) były inne gleby, to być może aromaty byłyby tak samo finezyjne, a powietrzna lekkość tak samo wyraźna. Ale tego nie wiadomo. Zresztą, jak podkreśliłem, nie chodziło mi o to, żeby wyśmiewać się z tekstu, z którego zaczerpnąłem cytaty, ale żeby zwrócić uwagę na fakt, że kwestie glebowe często są podnoszone przez piszących o winie w sposób dość naiwny. Zresztą nie tylko glebowe, ale to inny temat. Nurt mistyczny w winopisarstwie jednak istnieje i ma się dobrze, chociaż oczywiście czytelnik może interpretować po swojemu każdy tekst i to, co dla jednego będzie prostym przekazem, dla innego może być mistyką, martyrologią, czymkolwiek. Dyskusji na temat "co jest najważniejszym elementem terroir" nie podejmuję, podobnie jak na temat wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia.
Jeżeli czuje się Pani zaatakowana w plecy to wyrażam skruchę, nie było to moim zamiarem. Wyraźnie napisałem, że cytat jest tylko przykładowy i że nie jest istotne, skąd pochodzi. Dlatego też nie komentowałem tego tekstu na blogu. Nawiasem mówiąc tutaj podpisuję się "gruner" i nie jest to objaw schizofrenii ani chęć uniknięcia odpowiedzialności za słowa, ale wynik wyodrębnienia wirtualnej osoby o swoistym zachowaniu i poglądach. Taki eksperyment, może niezbyt udany. Gruner raczej nie komentuje na innych blogach, również z tego względu, że nie jest mile widziany :-)
Jeszcze raz dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
gruner
-
Gość: EW, afec17.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/29 23:42:03
Z radością przeczytam Pański (Grunera vel Deo vel Loli) tekst rzetelnie pokazujący, jak należy pisać o glebach w kontekście winiarskim. Chętnie się też dowiem, czego nie zrozumiałam.
Mam jednak wrażenie, że Pan w ogóle uznaje, że pisanie o podłożu nie ma sensu, bo wszystko zależy od winiarza, a reszta to ściema. Co mi akurat wydaje się zapatrywaniem dość naiwnym. Rozważania, co by było gdyby: Verduno było Chianti, Jancis Robinson miała wąsy, a Pan byłby seksowną blondynką, wydają mi się całkowicie pozbawione sensu. Jest jak jest i dany stan rzeczy możemy się starać opisać. Nie porównywałabym dobrych chianti do dobrych win z Verduno, bo charakterystyka szczepów jest zupełnie odmienna (o czym Pan zapewne wie i ma kilka podręczników w tej materii). Oczywiście do pewnego stopnia dwa różne wina można opisać podobnymi sformułowaniami. Do pewnego, bo chianti o powietrznej lekkości jeszcze nie spotkałam; finezja aromatów też nie jest domeną sangiovese, podobnie jak miękkość garbników, która w chianti pochodzi raczej ze starzenia się w beczkach, lub od takiego szczepu jak merlot. Tak czy owak, nawet gdy powtarzamy degustacyjne określenia, każda notka powstaje w konkretnym kontekście i w jego ramach powinna być czytana. Ale sporządzanie winiarskich notek to również z Pana punktu widzenia domena ciemniackiej poezji. Wino jest albo wykurwiste, albo do dupy, a reszta to blablanie. Jest to podejście w demokracji uprawnione, choć mnie osobiście wydaje się mocno redukcyjne, a w efekcie jałowe.
-
gruner
2010/08/30 01:02:08
Odpowiadam po kolei:
Z radością przeczytam Pański (Grunera vel Deo vel Loli) tekst rzetelnie pokazujący, jak należy pisać o glebach w kontekście winiarskim. Chętnie się też dowiem, czego nie zrozumiałam.
-Ależ ja nie zamierzam niczego takiego pisać, bo po pierwsze słabo mi idzie pisanie, a po drugie i tak nikt by tego nie chciał czytać. Natomiast potrafię czytać ze zrozumieniem, czego i innym życzę.

Mam jednak wrażenie, że Pan w ogóle uznaje, że pisanie o podłożu nie ma sensu, bo wszystko zależy od winiarza, a reszta to ściema. Co mi akurat wydaje się zapatrywaniem dość naiwnym.
-napisałem, że podłoże jest jednym z elementów układanki, ale moim zdaniem nie najważniejszym. Pisać o nim można, jeśli ktoś to uzna za potrzebne, byle z sensem.

Rozważania, co by było gdyby: Verduno było Chianti, Jancis Robinson miała wąsy, a Pan byłby seksowną blondynką, wydają mi się całkowicie pozbawione sensu. Jest jak jest i dany stan rzeczy możemy się starać opisać.
-ja też tak uważam. Napisałem, że nie wiadomo, co by było, gdyby w Verduno była inna gleba, więc tu, mam wrażenie, się zgadzamy

Nie porównywałabym dobrych chianti do dobrych win z Verduno, bo charakterystyka szczepów jest zupełnie odmienna (o czym Pan zapewne wie i ma kilka podręczników w tej materii). Oczywiście do pewnego stopnia dwa różne wina można opisać podobnymi sformułowaniami.
-tak, mam też takie książki, choć nie nazwałbym ich podręcznikami. I mam nadzieję, że autorzy piszący o winie też mają. Uważam też, że można jednak porównywać wina z różnych szczepów.

Do pewnego, bo chianti o powietrznej lekkości jeszcze nie spotkałam; finezja aromatów też nie jest domeną sangiovese...
-na temat powietrznej lekkości chianti pozwalam sobie mieć odmienne zdanie. Nawiasem mówiąc to określenie zapożyczyłem od WB, który jest dla mnie w kwestii wina autorytetem. Finezja aromatów może nie jest domeną sangiovese (nie wiem), niemniej w winach z tego szczepu się zdarza, nawet nie tak rzadko.

...podobnie jak miękkość garbników, która w chianti pochodzi raczej ze starzenia się w beczkach, lub od takiego szczepu jak merlot.
-nie podejmuję się dyskutowania o tym, skąd pochodzi miękkość garbników w Nebbiolo, a skąd w chianti bo nie mam na ten temat pojęcia. Z pokorą przyjmuję naukę.

Tak czy owak, nawet gdy powtarzamy degustacyjne określenia, każda notka powstaje w konkretnym kontekście i w jego ramach powinna być czytana. Ale sporządzanie winiarskich notek to również z Pana punktu widzenia domena ciemniackiej poezji. Wino jest albo wykurwiste, albo do dupy, a reszta to blablanie. Jest to podejście w demokracji uprawnione, choć mnie osobiście wydaje się mocno redukcyjne, a w efekcie jałowe.
-Ależ nie. To jest temat zbyt szeroki jak na piąty komentarz do blognotki, ale w skrócie: o winie można napisać dużo, i wielu autorów to potrafi zrobić całkiem sensownie. Ale to musi być konkretne i zrozumiałe - określenie aromatów, ocena owocu, kwasowości, tanin itp. Dlatego, żeby ktoś, kto będzie pił to samo wino mógł stwierdzić w nim te same cechy. Natomiast - proszę wybaczyć przykład - "chlorofilowa końcówka" jest pojęciem absurdalnym, ponieważ nie istnieje coś takiego, chyba że w wyobraźni autora. Nikt inny nie stwierdzi, czy wino ma czy nie ma chlorofilowej końcówki. Albo czy jest potoczyste, albo czy ma pionowe usta. Nie neguję potrzeby istnienia winnej poezji, ale dlaczego ona ma się pojawiać w fachowej prasie winiarskiej?
Pozdrawiam serdecznie
Gruner
-
Gość: EW, afec17.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/30 10:43:18
Czego nie zrozumiałam - nadal się nie dowiedziałam. Jak pisać o podłożu z sensem - też nie.
Polecam Panu chlorofilową gumę do żucia. Poszerza wyobraźnię.
Słowa "potoczysty" nie będę Panu tłumaczyć (ostatecznie słowniki też Pan chyba w domu ma:). Wino oprócz tego, że ma kolor, smak i zapach, niesie też ze sobą doznania dotykowe. A faktury i budowy nie da się inaczej opisać niż za pomocą metafor, choćby takich, jak te nieszczęsne, powtarzane przez Pana ad nauseam "pionowe usta".

Serdeczności
-
gruner
2010/08/30 12:52:14
Nie chciałem wdawać sie w nikomu niepotrzebne szczegóły, ale dobrze, proszę bardzo (w skrócie, to co najważniejsze). Zdanie, które w świetle nauki o glebach uznałem za bezsensowne, brzmi:
podłoże, zwane Marne di Sant Agata są to ciężkie gleby tortońskie, składające się w dużej mierze z kredowej gliny ale obfitujące również w piasek i wapień.
Nie można powiedzieć że "podłoże (...) są to (...) gleby", bo co innego podłoże, a co innego wytworzona z niego gleba. "Marne" to po włosku margiel, czyli skała osadowa składająca się z węglanów wapnia i minerałów ilastych. Margiel to skała i nie można powiedzieć "margiel to jest gleba...", ponieważ gleba może dopiero wytworzyć się z margla (lub z innej skały). Gleba nie może być tortońska, ponieważ wszystkie gleby powstały w czwartorzędzie. Nawet przyjmując, że "ciężka gleba tortońska" jest to skrót myślowy oznaczający "glebę wytworzoną z margli tortońskich", dalej mamy: "kredową glinę" - absurd, gliny powstały w czwartorzędzie, a gdzie czwartorzęd, a gdzie kreda (i gdzie torton). Rozumiem, że jest to kolejny, bardziej ryzykowny skrót myślowy, oznaczający glinę bogatą w węglan wapnia.
Dalej, "obfitujące również w piasek i wapień" - wapień to jest kolejna skała, zupełnie inna niż margiel i glina, więc powiedzenie "margiel obfitujący w wapień" albo "gleba (wytworzona z margli tortońskich) obfitująca w wapień" nie ma sensu; nawet zakładając, że jest to literówka, i zamiast "wapień" powinno być "wapń" (co miałoby ciut więcej sensu), mielibyśmy "glebę wytworzoną z margla oblitującą w wapń", co przecież jest zrozumiałe, bo margiel, jak wspomniałem, z założenia zawiera znaczne ilości (węglanu) wapnia. To sie chyba nazywa pleonazm, błąd logiczno - językowy. Jeszcze inaczej rozpatrując: "składające się w dużej mierze z kredowej gliny , ale obfitujące również w piasek i wapień " - w świetle tego, że kreda to odmiana wapienia, również widze tu błąd logiczny. Jeszcze jedno: cieżka gleba z założenia nie może obfitować w piasek, bo wtedy nie byłaby ciężka.Mam nadzieje, że jasno wytłumaczyłem, dlaczego to niewinne z pozoru zdanie brzmi dla kogoś, kto ma choćby kilka podręczników gleboznawstwa, delikatnie mówiąc, niefachowo, a ścislej mówiąc, niby-fachowo, ale bez sensu. Jak to powinno brzmieć? Nie mam dostatecznej wiedzy o tych glebach ani talentu, żeby to zgrabnie ująć, ale przypuszczam, że coś takiego jak "przeważają ciężkie, bogate w węglan wapnia gliniaste gleby wytworzone głównie z margli tortońskich" nie jest dalekie od prawdy (uffff).
Dzięki za rekomendację chlorofilowej gumy do żucia, chociaż nie jestem przekonany, czy jej smak ma cokolwiek wspólnego ze smakiem chlorofilu (i czy ktokolwiek jadł kiedykolwiek czysty chlorofil). Pozostaje mi ubolewać nad własnym nieobyciem w dziedzinie substancji i przedmiotów tworzących winny kanon aromatyczny. Co do potoczystości, pomimo tego, że sprawdziłem znaczenie w słowniku, dalej nie rozumiem, co ona w winie oznacza, i nie rozróżnię wina potoczystego i niepotoczystego, podobnie, jak nie odróżnię (w winie) pionowych ust od zwykłych, poziomych. Ale przecież nie każdy musi wszystko rozumieć.
Pozdrawiam serdecznie, gruner
-
Gość: EW, afcs88.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/31 00:03:17
Dzięki za naukę. Nie uważam, że są to nikomu niepotrzebne szczegóły, bo ja przynajmniej wyciągam z nich pożytek. Użyłam określenia podłoże w znaczeniu gruntu, na którym się uprawia winorośl, a nie w znaczeniu podłoża geologicznego. Przyjmuję, że te z punktu widzenia lingwistycznego synonimy z punktu widzenia gleboznawczego nie mają sensu. Wyrażenie gleby tortońskie (tortonian soils) jest szeroko rozpowszechnione w literaturze przedmiotu, jakim jest Barolo, ale jestem skłonna przyjąć, że stanowi zbyt duże uproszczenie. Marne di SantAgata to 55% gliny, 30% piasku, 15% wapienia, więc, jak rozumiem, jest to jednak (no właśnie co? nie widzę innego określenia jak gleba, bo jest to zbiorcze określenie na tutejszy skład geologiczny) gleba ciężka. Kredowa glina istotnie nie oznaczała gliny powstałej w kredzie, lecz glinę z domieszką kredy. Wydawało mi się to poręczniejszym określeniem niż glina bogata w węglan wapnia. Ale może nie. Pleonazm uznaję.

Potoczystość to tyle, co gładkość, płynność, soczystość. W odróżnieniu od szorstkości i suchości. Wie Pan, to podobnie jak ze skórą. Innymi słowy, jak z gołymi babami. Nie na obrazku:)


-
gruner
2010/08/31 10:25:06
W temacie gleby pozostało do wyjaśnienia jeszcze jedno: sformułowanie "Marne di SantAgata to 55% gliny, 30% piasku, 15% wapienia" może odnosić się tylko do formacji geologicznej, w której występują zróżnicowane utwory: glina, piasek oraz wapień. Nie może oznaczać rodzaju gleby, bo glina z założenia zawiera frakcję piaszczystą, więc wyodrębnianie w składzie mechanicznym gleby gliny i piasku jest wbrew wszelkiej logice. Ponadto określenia glina i piasek oznaczają utwory klasyfikowane pod kątem składu frakcyjnego, a wapień to jednolita skała, która po zwietrzeniu mogłaby wejść w skład gleby, "zasilając" poszczególne frakcje granulometryczne. Tak więc Marne di Sant Agata prawidłowo oznacza formację geologiczną, a gleby wytworzone ze skał tworzących tą formację mogą rzeczywiście mieć zróżnicowany skład, zarówno mechaniczny (od piasków do glin, a nawet iłów), jak i chemiczny (większa lub mniejsza zawartość węglanów wapnia), ale nie mogą być tak nazwane. Mam nadzieje że stopień szczegółowości, z jaką wyjaśniamy te kwestie, nie zahacza w oczach czytelników (jeśli istnieją) tych komentarzy o perwersję. Za obrazowe wyjaśnienie potoczystości dziękuję (nie ma to jak porównanie do gołej baby, nawet australopitek - nie ujmując niczego naszym, zapewne sympatycznym, praprzodkom - zrozumie), i włączam ją jako trzecie (obok wykurwistości i dodupizmu) określenie do mojego winnego słownika :-)
Kłaniam się uniżenie
gruner
-
Gość: ssss, aeqr243.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/31 11:00:13
Jeśli gruner się kłania, to się na pewno zakochał. Jak bumcykcyk.
-
gruner
2010/08/31 12:38:37
To aż tak widać? :-)
-
roman_polansky
2010/08/31 15:22:51
Ale jazda!

Niezwykle pouczająca dyskusja. Poważnie. Ale ja nie o tym...

Mnie w niej uderzyło najbardziej to, że w sposób okrutny obnażyła w jaki sposób takie terroirystyczne pitu-pitu trafia do medialnego obiegu i zaczyna żyć usankcjonowanym przez "autorytety" życiem.

Jak się okazało w końcu, te nieszczęsne "ciężkie gleby tortońskie" ktoś gdzieś kiedyś użył jako skrótu myślowego w celach marketingowych (przywołane "tortonian soils"!) a dalej już wszyscy "popłynęli". I płyną od lat. Nikt nie zadał sobie trudu sprawdzenia o czym pisze i czy faktycznie jest w ogóle możliwe że akurat taki skład gleby może mieć wpływ na "powietrzną lekkość win".

Przywołanie jako argumentu "długoletniej tradycji upraw i praktyki każdego degustującego" jako dowodu na istnienie takiej zależności jest samo w sobie zgrabnym zabiegiem erystycznym, niestety logicznie bezwartościowym. Zastanawia mnie dlaczego profesjonaliści zajmujący się pisarstwem winnym nie mają w zanadrzu czegoś sensowniejszego. Choćby ze 100 przebadanych (pod kątem pH, składu chemicznego, itp., itd.) win z każdej z tych dwóch stref glebowych ("tortońskiej" i "helweckiej"). Może pokazałoby takie porównanie jakąś zależność. A tak mamy "praktykę" i "tradycję". Czyli nic.

"Potoczystość" jakoś tam rozumiałem do tej pory przez analogię do bogatego języka używanego przez pisarza. Teraz się pogubiłem. No ale niech tam. Jakoś to można przełknąć. Bardzo chciałbym jakieś wytłumaczenie "pionowych ust" i oczywiście "chlorofilowej końcówki". To ostatnie szczególnie mnie zastanawia, bo chlorofil nie ma żadnego smaku, poza minimalną goryczką którą wyczuwają jedynie osoby posiadające specyficzny wariant genu TAS2R38. Ten gen w wersji jaką posiadają tak zwani "supertasters" występuje u około 25% populacji, więc używanie takiego porównania w notce degustacyjnej to nie tylko przejaw winiarskiej grafomanii ale także jawna dyskryminacja 75% potencjalnych czytelników. ;-)
-
Gość: EW, afal107.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/31 22:59:51
@ roman_polansky Za wszystkim można się dopatrywać spisku, wydaje mi się to jednak mało rozsądne. Gleby tortońskie nie jest zapewne powtarzanym bezmyślnie sformułowaniem marketingowym, co teraz, ach! odkryliśmy (niech Pan odwołujący się często do logiki, chwilę się zastanowi: słabe to jako hasło reklamowe), lecz terminem funkcjonalnym pozwalającym - przede wszystkim winiarzom - odróżnić jeden obszar od drugiego. Funkcjonalnym również dla tych konsumentów, którzy nie tylko wino piją, ale chcą się również orientować, jakiego stylu mogą się spodziewać w zależności od terroir. I nie uznają takiej zależności za pitu-pitu. Pyta Pan o twarde dowody na wpływ chemicznego składu gleby na charakterystykę wina. Pod względem naukowym jest to wciąż najsłabiej zbadany obszar winiarstwa. Ale istnieją publikacje na ten temat, głównie porozrzucane w różnych periodykach naukowych, które wymienia Jancis Robinson w The Oxford Companion To Wine pod hasłem soil and vine quality. Jeśli nie ma Pan tej książki, służę bibliografią. Tradycji i praktyki nie odrzucałabym jako faktów logicznie bezwartościowych. Pan chyba pija dużo win włoskich i wie, by pozostać na przykładzie Piemontu: że barolo z Barolo mają inną ekspresję od barolo z Serralungi i ta zależność się powtarza niezależnie od producenta. Krytycy czy dziennikarze winiarscy nie zajmują się chemiczną analizą wina, lecz jego analizą sensoryczną. Większości czytelników nie interesuje zresztą opis w rodzaju: trisiarczek dimetylu powiązany z 4-merkapto-4-metylopentanem-2-onu. A żeby przełożyć rzecz na inny poziom, nie muszę wiedzieć, jakie jest pH pomidorów malinowych i ich szczegółowy skład chemiczny w odróżnieniu od czereśniowych, ani czy mój mąż posiada specyficzny wariant genu TAS2R38, żeby wiedzieć, że woli te pierwsze. Bo tak potwierdza moje doświadczenie i kulinarna praktyka.

Co do pionowych ust, nie wiem, czyje jest to określenie i w jakim się pojawiło kontekście. Poza wszystkim tłumaczenie metafor uważam za dosyć niewdzięczne zajęcie. Jeszcze gorsze niż tłumaczenie dowcipów. Ale niech będzie w imię obrony metafory jako takiej. Rozumiem to tak, że chodziło tu o wino głębokie, strzeliste, mineralne być może, a nie o wino, które horyzontalnie rozprzestrzeniało szeroką gamę aromatów.
Pisząc o chlorofilowej końcówce, miałam na myśli smak trawiasty, słodko-gorzki, ożywczy, może trzeba było napisać miętowy, jednak przywiódł mi na myśl komercyjny smak chlorofilu, taki właśnie jaki pojawia się min. w chlorofilowej gumie do żucia, do której produkcji używa się mięty pieprzowej. Więc może, ze względu na dyskryminację potencjalnych czytelników trzeba było napisać: mentolowy albo po prostu miętowy. Kwestię sobie przemyślę.

-
Gość: roman_polansky, adjf251.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/01 10:16:22
"Za wszystkim można się dopatrywać spisku, wydaje mi się to jednak mało rozsądne."

Mi również wydaje się to wyjątkowo mało rozsądne. Dlatego bardzo lubię ten blog. Nie wiem tylko dlaczego tutaj o tym piszesz.

"słabe to jako hasło reklamowe"

Pełna zgoda! Dlatego też nigdzie nie pisałem że jest to "hasło reklamowe". Jest od dawna elementem marketingowego łubudubu wokół którego winiarscy "literaci" mogę snuć różne fantastyczne opowieści.

Mój największy sprzeciw, w wypadku takich jak to opisanie win Langhe, budzi skupianie się w stopniu niebywałym na glebie. Skład i struktura gleby oczywiście ma znaczenie dla wina powstałego z uprawianych na niej winorośli, jednak nie jest to czynnik kluczowy. Trzymając się przykładu Langhe i Nebbiolo, to ważniejsze są chociażby:
- orientacja i wysokość położenia winnicy oraz jej naturalny drenaż
- użyte klony Lampia (CN36, CN142, R1, itd.) czy Michet (R3); jak wpływa wybór klonu na charakter wina mógł się przekonać każdy pijący Vigna Elena z klonu Rose (CN111?) obok innego Barolo od Cogno
- wybór podkładek (Kober, 420A, SO4 a może dający podobno największe wina 161/49?)

Wszystkie te elementy w sporym stopniu determinują decyzje winiarza dotyczące czasu zbioru, wydajności, itp. i wpływają na charakter wina w stopniu co najmniej takim (a sądzę że w znacznie wyższym) jak chemiczny skład gleby.

Dla mnie tak rozumiany "terroir" jest pojęciem zrozumiałym i użytecznym. Bezrefleksyjne powtarzanie zasłyszanych twierdzeń dotyczących charakteru jakiegokolwiek wina "ciężką glebą tortońską" brzmi ładnie i chwytliwie. Niestety nie ma związku z rzeczywistością.

Nie twierdzę nigdzie że skład gleby nie ma wpływu na charakter wina. Przypominam że zaskakująco mało wiadomo na ten temat i że dopatrywanie się akurat w składzie gleby głównego czynnika odpowiadającego za "powietrzną lekkość" to figurae ad delectandum.

Nigdzie również nie postulowałem serwowania czytelnikom opisów win przedstawiających ich skład chemiczny. Napisałem że skoro ktoś twierdzi że charakter wina w Langhe determinowany jest w stopniu najwyższym przez skład i charakter gleby, to może by ktoś końcu wykazał że jest to coś więcej niż sensoryczno-lewitacyjne zapełnianie stron ulotek reklamowych i prasy winiarskiej.

"Większości czytelników nie interesuje zresztą opis w rodzaju..."

Czytam już enty raz takie wypowiedzi. Skąd wiadomo że czytelników bloga "nie interesuje"? Czyżby Google Analytics wprowadził jakieś nowe narzędzie które rozpoznaje zainteresowania wchodzącego na stronę www? Przeoczyłem coś chyba, ale fakt że szybko to się zmienia.

"nie muszę wiedzieć, jakie jest pH pomidorów malinowych i ich szczegółowy skład chemiczny w odróżnieniu od czereśniowych, ani czy mój mąż posiada specyficzny wariant genu TAS2R38"

A byłoby warto wiedzieć cokolwiek. Czynienie cnoty z ignorancji nie przemawia do mnie. Ktoś kto usiłuje pisać o smakach i kształtować gusta czytelników, choćby z szacunku dla czytelnika powinien zainteresować się dlaczego te (ale i każde inne) smaki są różne.

"mój [...] woli te pierwsze. Bo tak potwierdza moje doświadczenie i kulinarna praktyka."

Ale zdaje sobie Pani sprawę z istnienia przynajmniej kilku innych osób (poza mężem) czytujących to co Pani pisze i że w niektórych wypadkach płacą za to czytanie? Ja wolę oczywiście Limy bo malinowe są bez smaku (strasznie przereklamowany pomidor!), choć nie wiem jak moje doświadczenie i praktyka w tej kwestii mogła by być przydatna w opisywaniu langheńskiego terroir.

Chlorofil zostawiam już w spokoju. Traktuję to jako lekkie puszczenie się kredensu. Cieszę się że już wiemy że w tej gumie nawet chlorofilu nie ma. Myślę że lekkie szydzenie z genetycznych supertasters jest niezbyt na miejscu.

Warunkiem sensownego użycia jakiejkolwiek metafory jest założenie że jej adresat zdoła ją odczytać zgodnie z zamysłem autora. Czytając sporo opisów win niezmiennie zastanawiam się jak autor sobie wyobraża swojego czytelnika. Dziwne rzeczy mi wtedy przychodzą do głowy.
-
Gość: ludwik_XIV_i_pan_bartlett, ip-85.128.36.194.static.crowley.pl
2010/09/01 11:41:10
Warunkiem sensowanego użycia jakiejkolwiek metafory jest raczej założenie, że czytelnik nie jest kompletnym idiotą. Sam fakt, iż ktoś nie jest w stanie zrozumieć metafory na pierwszy rzut oka, nie czyni tego oczywistym nonsensem.

Poza tym świetna dyskusja!
-
roman_polansky
2010/09/01 12:23:59
Użycie metafory odnoszącej się do smaku chlorofilu, który smaku nie posiada, na podstawie smaku gumy do żucia która w swoim składzie tego chlorofilu nie ma, faktycznie wydaje się traktowaniem czytelnika jak idioty. Pełna zgoda Ludwiku!
-
ducale
2010/09/01 12:32:08
Mimo to fajna dyskusja, muszę pochwalić odwagę p.Ewy za udział w niej. Dzięki temu zajrzałem na jej blog i co widzę na fotce w notce "Bez skuchy" ..prawie gołą babę :)
choć nie przekonuje mnie wyjaśnieniem "biodynamiczny majstersztyk " w winach Tedeschi
-
Gość: EW, afcd109.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/01 13:34:01
Tym, którzy mają problemy z rozróżnianiem figur stylistycznych, wyjaśniam, że chlorofil nie był metaforą, lecz opisem smaku. Chyba, że założymy, że język w ogóle ma naturę metaforyczną. Ale takiego założenia nie spodziewam się po pozytywistycznie nastawionym do rzeczywistości Romanie.

Teraz, czy chlorofil ma wyodrębniony smak czy nie, jest wciąż tematem naukowej debaty. Przyjęłam do wiadomości, że tak określony aromat nie przekłada się dla wypowiadających się tutaj Panów na żadne realne doświadczenie.
-
roman_polansky
2010/09/01 14:14:27
"chlorofil nie był metaforą"

To czym był skoro smak okazał się mentolowy a chlorofilowy na razie nie został zidentyfikowany. Z wcześniejszych wyjaśnień zrozumiałem, że była to swoista metafora smaku mentolowej gumy do żucia, którą sprytny marketingowiec nazwał chlorofilową (pewnie żeby się jakoś odróżniać od oceanu gum miętowych) a degustatora poniosła fantazja.

"Teraz, czy chlorofil ma wyodrębniony smak czy nie, jest wciąż tematem naukowej debaty. Przyjęłam do wiadomości, że tak określony aromat nie przekłada się dla wypowiadających się tutaj Panów na żadne realne doświadczenie."

Zaraz, zaraz... Teraz to okazuje się że smak chlorofilu jest przedmiotem "debaty" a jeszcze wczoraj czytałem:

"jednak przywiódł mi na myśl komercyjny smak chlorofilu, taki właśnie jaki pojawia się min. w chlorofilowej gumie do żucia, do której produkcji używa się mięty pieprzowej"

To w końcu jak to było? To był smak jedzonej trawy, czystego chlorofilu czy ten "komercyjny" z gumy do żucia który okazał się miętą?

"nie przekłada się na żadne realne doświadczenie."

A komuś w ogóle się przekłada smak chlorofilu na jakieś realne doświadczenie poza grupą "supertasters" która odczuwa go jako nieprzyjemną goryczkę?
-
Gość: EW, afdt116.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/01 21:30:46
Opis smaku nie jest w moim rozumieniu metaforą, lecz porównaniem. Chlorofil, który w produktach spożywczych pozyskiwany jest głównie z pokrzywy, lucerny i mięty pieprzowej, rzadko ma smak niezabarwiony tą ostatnią. W mojej percepcji jest to jednak smak odmienny od mentolowego. Przechodzę do porządku dziennego nad tym, że w Pana percepcji on nie występuje. Nie jest jednak tak, by opis aromatów nie mógł korzystać z odwołań do produktów spożywczych, miał się odwoływać wyłącznie do czystych substancji naturalnych i musiał zdawać sobie sprawę z naukowych debat wokół nich toczonych. Z definicji jest to opis wrażeniowy korzystający ze spektrum naszych doświadczeń. Wrażenia i doświadczenia możemy podzielać lub nie. Możemy też je inaczej nazywać. Całkiem często się one jednak spotykają. I to by było na tyle.
-
Gość: Maciek K, 77-252-242-232.ip.netia.com.pl
2010/09/23 11:44:06
Dokonaliście niebywałego - wprowadziliście emocje w dyskusję o glebach (skałach, podłożach, gruntach). Pierwszy raz w życiu przeczytałem coś na ten remat do samego końca i nie ziewając z nudów. Warto było.
Dodaj komentarz »
Ostatnie wpisy
  • 1000
  • koko koko euro spoko
  • o postępach w krytyce
  • matka wszytkich blogów
  • co by było gdyby, czyli ...
  • tortony (2)
  • tortony (1)
  • Redaktor Klekotek znów ...
  • kolorowe nalepki
  • butelki zwrotne
eXTReMe Tracker
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 10
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog